Mały diplodok Dink wyrusza w swoją pierwszą samodzielną przygodę poza bezpieczne stado. Podczas wędrówki odkrywa magiczny kamień, który pozwala mu rozmawiać z roślinami. Dzięki tej niezwykłej mocy młody dinozaur ratuje las przed niszczącą suszą i zyskuje wiernych przyjaciół na całe życie.
Pierwszy krok w wielki świat
Dink obudził się tego ranka z dziwnym uczuciem w brzuchu. To nie był głód – przecież zawsze jadł liście tuż po przebudzeniu. To było coś innego, jakby setki motyli tańczyło mu w środku. Mały diplodok podniósł swoją długą szyję i rozejrzał się po znajomej polanie, gdzie jego rodzina spała jeszcze spokojnie.
„Mamo, czy mogę dziś pójść dalej niż zwykle?” zapytał nieśmiało, szturchając nosem swoją mamę.
Mama Diplodok otworzyła jedno oko i uśmiechnęła się ciepło. „Dink, mój mały, czuję, że jesteś już gotowy na pierwszą prawdziwą przygodę. Ale pamiętaj – wracaj przed zachodem słońca.”
Serce Dinka podskoczył z radości. W końcu! Od tak dawna marzył o tym, żeby zobaczyć, co kryje się za wysokimi paprociami rosnącymi na skraju ich terytorium. Inne młode dinozaury z jego stada opowiadały niesamowite historie o kryształowych strumieniach, kolorowych kwiatach i tajemniczych jaskiniach.
Po szybkim śniadaniu złożonym z soczystych liści, Dink ruszył w drogę. Jego wielkie stopy miękko stąpały po mchu, a długi ogon kołysał się rytmicznie w takt kroków. Z każdym metrem czuł się coraz bardziej podekscytowany i odważny.
Las stawał się coraz gęstszy. Wysokie drzewa tworzyły zielony dach nad jego głową, przez który przebijały się smugi złotego światła. Dink nigdy nie widział tak pięknych kolorów. Zatrzymywał się co chwilę, żeby podziwiać dziwne kwiaty o niezwykłych kształtach i nasłuchiwać nowych dźwięków.
Nagle usłyszał dziwny szmer. To nie był odgłos wiatru ani szelestu liści. Brzmiało to jak… płacz? Dink podążył za dźwiękiem, ostrożnie przeciskając się między gęstymi krzakami. Na małej polance ujrzał coś niezwykłego – ogromny, stary dąb z pomarszczoną korą i wielkimi, zwieszającymi się gałęziami.
„Kto tam jest?” zapytał Dink, rozglądając się wokół, ale nie widział nikogo.
„To ja płaczę, młody diplodoku” usłyszał cichy, smutny głos.
Dink podskoczył ze zdziwienia. Czy to drzewo z nim rozmawiało? Niemożliwe! Ale głos dobiegał wyraźnie zza pnia starego dębu.
„Przepraszam, ale… czy to pan mówi, Panie Dębie?” zapytał niepewnie.
„Tak, to ja. Jestem Stary Dąb, a ty jesteś pierwszym, który może mnie usłyszeć od bardzo, bardzo dawna. Ale obawiam się, że nie mamy wiele czasu na rozmowę. Nasz las umiera.”
Magiczny kamień i nowi przyjaciele
Dink nie mógł uwierzyć własnym uszom. Rozmawiał z drzewem! Ale smutny ton w głosie Starego Dębu sprawił, że zapomniał o swoim zdziwieniu.
„Co się dzieje? Dlaczego las umiera?” zapytał z niepokojem.
„Od wielu tygodni nie padał deszcz” wyjaśnił Stary Dąb. „Nasze korzenie sięgają coraz głębiej w poszukiwaniu wody, ale ziemia jest sucha jak piasek. Liście żółkną, kwiaty więdną, a małe zwierzęta odchodzą w poszukiwaniu nowych domów.”
Dink rozejrzał się uważniej i zauważył to, czego wcześniej nie dostrzegł. Rzeczywiście, niektóre liście były żółte i brązowe, trawa wyglądała na przywiędłą, a ziemia pod jego stopami była twarda i popękana.
„Ale dlaczego mogę pana słyszeć?” zapytał zaintrygowany.
Stary Dąb zamruczał ciepło. „Spójrz pod swoje stopy, młody przyjacielu.”
Dink spojrzał w dół i zobaczył coś, czego wcześniej nie zauważył. Między jego palcami błyszczał niewielki, fioletowy kamień. Gdy go podniósł, poczuł dziwne ciepło rozchodzące się po całym ciele.
„To magiczny kamień natury” wyjaśnił Stary Dąb. „Pozwala na rozmowę ze wszystkimi roślinami. Znajdowałem go przez lata, ale tylko ktoś o czystym sercu może odkryć jego moc.”
Nagle z krzaka wyfrunął mały, kolorowy motyl i zatańczył wokół Dinka.
„Witaj, wielki diplodoku!” zaćwierkał wesołym głosem. „Jestem Migotka! Słyszałam, że możesz rozmawiać z roślinami. To wspaniałe!”
„I ja cię słyszę!” zawołał uradowany Dink.
Zza najbliższego krzaka wysunął się powoli stary żółw o mądrych, błyszczących oczach.
„Jestem Żółw Mędrzec” przedstawił się spokojnie. „Żyję w tym lesie od ponad stu lat. Widziałem już takie susze, ale ta jest najgorsza. Potrzebujemy twojej pomocy, Dink.”
„Mojej pomocy? Ale ja jestem tylko małym diplodokiem” powiedział niepewnie Dink.
„Właśnie dlatego” uśmiechnął się Żółw Mędrzec. „Czasami to, co wydaje się małe i nieważne, może dokonać największych cudów. Magiczny kamień wybrał ciebie nieprzypadkowo.”
Migotka zatańczyła radośnie wokół jego głowy. „Znamy sposób na uratowanie lasu! Ale będziemy potrzebować twojej pomocy i kamienia.”
„Opowiedzcie mi wszystko” powiedział zdecydowanie Dink, czując, jak w jego sercu rośnie odwaga.
Stary Dąb westchnął głęboko. „Na północ od tego miejsca, w najgłębszej części lasu, znajduje się starożytne źródło. Dawno temu płynęła z niego czysta woda do wszystkich zakątków naszego domu. Ale źródło zostało zablokowane przez wielkie kamienie, które spadły podczas trzęsienia ziemi.”
Wielkie dzieło ratowania lasu
Żółw Mędrzec pokiwał mądrze głową. „Jeśli uda nam się odblokować źródło, woda znów popłynie rzeką przez cały las. Ale potrzebujemy kogoś silnego, kto pomoże przesunąć kamienie.”
Dink poczuł, jak jego serce bije szybciej. To była prawdziwa przygoda! „Pokażcie mi drogę. Muszę uratować las!”
Ruszyli wszyscy razem – Dink z magicznym kamieniem mocno trzymanym w łapie, Migotka fruwała nad jego głową wskazując kierunek, a Żółw Mędrzec powoli, ale zdecydowanie kroczył obok. Po drodze mijali coraz więcej smutnych roślin.
„Nie martw się, Pani Paproci” mówił Dink do zwiędłej rośliny. „Wkrótce będziesz miała dużo wody.”
„Dziękuję ci, młody bohaterze” szeptała Paproć. „Wierzymy w ciebie.”
Po godzinie marszu dotarli do miejsca, które zapierało dech w piersiach. Przed nimi znajdowała się głęboka dolina, na dnie której leżały ogromne, szare kamienie. Spoza nich przebijał się słaby strumyk wody.
„Oto ono – starożytne źródło” powiedział Żółw Mędrzec. „Widzisz te kamienie? Trzeba je przesunąć, żeby woda mogła swobodnie płynąć.”
Dink spojrzał na wielkie głazy i poczuł się nagle bardzo mały. Czy naprawdę da radę je przesunąć? Ale potem pomyślał o wszystkich smutnych roślinach, o Starym Dębie i nowych przyjaciołach, którzy w niego wierzyli.
Zszedł ostrożnie na dno doliny i oparł swoje silne ramię o pierwszy kamień. Pchnął z całej siły, ale kamień ani drgnął. Spróbował ponownie, ale bez rezultatu.
„Dink!” zawołała Migotka. „Spróbuj użyć magicznego kamienia! Poproś rośliny o pomoc!”
Dink podniósł fioletowy kamień do góry. „Wszystkie rośliny w lesie! Potrzebuję waszej pomocy!”
Nagle ziemia zaczęła drżeć. Korzenie drzew wyrastały z ziemi i oplatały kamienie. Gałęzie zginały się, żeby pomóc pchać. Nawet małe trawki z całej siły ciągnęły za sobą ziemię. Cały las pomagał!
Z głośnym trzaskiem pierwszy kamień przesunął się na bok. Potem drugi, trzeci… Woda zaczęła płynąć coraz silniejszym strumieniem, tworząc piękny, błyszczący potok.
„Udało się!” krzyknął radośnie Dink.
Migotka tańczyła w powietrzu, Żółw Mędrzec uśmiechał się szeroko, a wszystkie rośliny szumiały z radości. Woda popłynęła rzeką przez cały las, dając życie każdej roślinie na swojej drodze.
Gdy Dink wrócił do Starego Dębu, zobaczył, że jego liście znów są zielone i błyszczące.
„Dziękuję ci, młody bohaterze” powiedział ciepło Stary Dąb. „Uratowałeś nasz dom.”
Gdy zachód słońca malował niebo na różowo, Dink ruszył w drogę powrotną do swojego stada. Magiczny kamień nadal ciepło lśnił w jego łapie, a w sercu nosił wspomnienie najwspanialszego dnia swojego życia.
„Do zobaczenia jutro!” zawołała Migotka.
„Zawsze będziesz tu mile widziany” dodał Żółw Mędrzec.
Mama Diplodok czekała już na niego z szerokim uśmiechem. „Widzę w twoich oczach, że dziś się wydarzyło coś wyjątkowego” powiedziała czule.
„Tak, mamo. Znalazłem przyjaciół i nauczyłem się, że każdy, nawet najmniejszy, może dokonać wielkich rzeczy” odpowiedział mądrze Dink, mocno tulając się do mamy.
