W starej kamienicy przy ulicy Kolorowej zamieszkuje nowa, tajemnicza rodzina. Rodzeństwo Zuzia i Franek zaczynają słyszeć dziwne odgłosy z mieszkania powyżej. Zaintrygowani, rozpoczynają śledztwo, które prowadzi ich do niesamowitego odkrycia – ich nowi sąsiedzi okazują się być strażnikami międzygwiezdnej biblioteki, która skrywa wiedzę całego wszechświata.
Tajemnicze odgłosy z góry
Stara kamienica przy ulicy Kolorowej była domem dla wielu rodzin od pokoleń. Zuzia i Franek mieszkali tam z rodzicami na drugim piętrze, znając każdy skrzypiący stopień schodów i każdą plamę na suficie. Jednak tego lata wszystko się zmieniło, gdy na trzecim piętrze zamieszkała nowa rodzina – państwo Gwiezdni z dwójką dzieci w wieku Zuzi i Franka.
– Słyszałeś to? – szepnęła Zuzia do brata pewnej nocy, gdy leżeli w swoich łóżkach. Nad ich głowami rozległy się ciche stukania, jakby ktoś przesuwał ciężkie przedmioty.
Franek przetarł zaspane oczy i zerknął na sufit. – To tylko nowi sąsiedzi. Pewnie przestawiają meble.
– O trzeciej nad ranem? A co to za świecący pył, który sypie się przez szparę w suficie? – Zuzia wskazała na maleńkie, migoczące drobinki opadające na podłogę ich pokoju.
Rodzeństwo wpatrywało się w fascynacji, jak złociste iskierki wirują w powietrzu, by po chwili zniknąć bez śladu. Na drugi dzień przy śniadaniu dzieci opowiedziały o nocnym zdarzeniu.
– Mamo, nowi sąsiedzi chyba nie śpią po nocach – powiedziała Zuzia, nalewając sobie mleka do płatków.
Mama uśmiechnęła się łagodnie. – Przeprowadzki zawsze wymagają czasu, kochanie. Dajmy im przestrzeń, żeby się zadomowili.
Jednak ciekawość dzieci rosła z każdym dniem. Z mieszkania państwa Gwiezdnych dochodziły dźwięki, których nie dało się wyjaśnić – delikatne dzwonienie, jakby tysiące małych dzwoneczków poruszało się jednocześnie, cichy szum przypominający wiatr wśród gwiazd i czasem przytłumione głosy mówiące w języku, którego nigdy wcześniej nie słyszeli.
– Powinniśmy ich poznać – zaproponował Franek pewnego popołudnia. – Po prostu zapukamy i się przedstawimy.
Zuzia pokręciła głową. – A jeśli to kosmici? Albo czarodzieje? Lepiej najpierw przeprowadźmy śledztwo!
Tego samego dnia dzieci zaczaiły się na klatce schodowej, chcąc zobaczyć nowych sąsiadów. Po godzinie oczekiwania drzwi na trzecim piętrze otworzyły się i wyszła z nich kobieta o dziwnie mieniących się włosach, jakby wpletiono w nie gwiazdy.
– Dzień dobry – powiedziała z uśmiechem, gdy zauważyła Zuzię i Franka. – Wy musicie być nasi sąsiedzi z dołu. Jestem pani Gwiezdna.
Dzieci spojrzały na siebie zaskoczone. Spodziewały się kogoś bardziej… obcego? Ale pani Gwiezdna wyglądała prawie normalnie, poza tymi włosami i oczami, które mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, gdy padało na nie światło.
– Czy moglibyśmy zobaczyć wasze mieszkanie? – spytał odważnie Franek.
Pani Gwiezdna zawahała się tylko przez moment. – Cóż, jesteśmy jeszcze w trakcie urządzania się, ale… czemu nie? Może wpadniecie jutro na podwieczorek? Moje dzieci, Luna i Sol, bardzo chciałyby was poznać.
Zuzia i Franek zgodzili się natychmiast, nie mogąc doczekać się odkrycia tajemnicy sąsiadów z piętra powyżej.
Podwieczorek pełen niespodzianek
Następnego dnia, punktualnie o piątej po południu, Zuzia i Franek stali przed drzwiami mieszkania państwa Gwiezdnych. Franek trzymał w dłoniach pudełko ciastek upieczonych przez mamę, a Zuzia nerwowo poprawiała kokardę we włosach. Gdy tylko zapukali, drzwi otworzyły się same, chociaż nikt za nimi nie stał.
– Wejdźcie, proszę! – usłyszeli głos pani Gwiezdnej dochodzący z głębi mieszkania.
Przekroczyli próg i stanęli jak wryci. Wnętrze mieszkania było… niemożliwe. Podczas gdy z zewnątrz kamienica wydawała się zwyczajna i nieco ciasna, korytarz, w którym się znaleźli, wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Ściany mieniły się delikatnym, perłowym blaskiem, a sufit – był to bardziej kopuła niż zwykły strop – przedstawiał ruchomą mapę gwiazdozbiorów.
– Ale… jak to możliwe? – wyszeptała Zuzia, nie wierząc własnym oczom.
– To tylko mała sztuczka przestrzenna – powiedział chłopiec stojący nagle przed nimi. Miał włosy koloru złota i oczy tak błękitne, że przypominały niebo w letni dzień. – Jestem Sol. A wy musicie być nasi sąsiedzi.
– Ja jestem Franek, a to moja siostra Zuzia – odpowiedział Franek, próbując ukryć zdumienie.
– Chodźcie, mama i tata czekają w bibliotece – Sol poprowadził ich korytarzem.
Z każdym krokiem mijali dziwniejsze i bardziej fascynujące rzeczy – rośliny, które zmieniały kolory, gdy się obok nich przechodziło, obrazy, na których postacie poruszały się i kłaniały, a nawet małą fontannę, z której tryskała woda płynąca do góry, a nie w dół.
– Nasza rodzina mieszka teraz tutaj, ale podróżujemy dużo – wyjaśnił Sol. – Tata mówi, że Ziemia ma najlepszą atmosferę do przechowywania starych ksiąg.
Wreszcie dotarli do ogromnych, drewnianych drzwi zdobionych złotymi symbolami, których Zuzia i Franek nigdy wcześniej nie widzieli. Sol pchnął je lekko i otworzyły się, ukazując widok, który zaparł rodzeństwu dech w piersi.
Biblioteka była ogromna – większa niż cała kamienica. Wysokie na kilkanaście metrów regały wypełnione były książkami wszystkich kształtów i rozmiarów. Niektóre lśniły, inne wydawały ciche dźwięki, a jeszcze inne unosiły się w powietrzu. Pomiędzy regałami przemykały świetliste kule, jakby małe prywatne gwiazdy oświetlające przestrzeń.
– Witajcie w Międzygwiezdnej Bibliotece Poznania – powiedział pan Gwiezdny, odkładając książkę z której stronic unosił się delikatny dym. – Jesteśmy jej tymczasowymi strażnikami.
– Każdy świat ma swoją bibliotekę – dodała pani Gwiezdna, nalewając do filiżanek napój o kolorze fioletowym. – Ta jest jedną z wielu filii rozsianych po wszechświecie.
– Jesteście… kosmitami? – spytał ostrożnie Franek.
Pan Gwiezdny roześmiał się serdecznie. – W pewnym sensie. Wszyscy jesteśmy dziećmi kosmosu, nieprawdaż? My po prostu podróżujemy nieco dalej niż większość.
– A te książki? O czym one są? – Zuzia wskazała na najbliższy regał.
– O wszystkim – odpowiedziała dziewczynka, która nagle pojawiła się obok. Miała srebrne włosy i była tak podobna do Sola, że musiała być jego siostrą. – Jestem Luna. A te książki zawierają wiedzę wszystkich światów i czasów.
Przez następną godzinę Zuzia i Franek pili aromatyczny napój, który smakował jak maliny zmieszane z czekoladą i słońcem, i słuchali opowieści o dalekich planetach i istotach, które je zamieszkują. Luna i Sol pokazali im kilka książek, które potrafiły wyświetlać obrazy wprost w powietrzu – prawdziwe, trójwymiarowe sceny z odległych zakątków wszechświata.
Strażnicy międzygwiezdnych opowieści
W ciągu następnych tygodni Zuzia i Franek odkrywali coraz więcej tajemnic Międzygwiezdnej Biblioteki. Pan i pani Gwiezdni pozwolili im przychodzić codziennie po szkole, pod warunkiem że nikomu nie zdradzą sekretu. Luna i Sol okazali się być wspaniałymi towarzyszami zabaw, pokazując rodzeństwu nie tylko książki, ale także urządzenia, które działały w oparciu o zasady fizyki nieznane na Ziemi.
– Ta książka jest napisana w języku Pradawnych – wyjaśniła Luna, pokazując im opasły tom oprawiony w materiał przypominający skórę, ale mieniący się tysiącem kolorów. – To jeden z najstarszych języków wszechświata.
– A ta – dodał Sol, wskazując na maleńką książeczkę, która sama przewracała swoje stronice – opowiada historię waszej planety, ale od końca do początku. Zabawna perspektywa, nieprawdaż?
Pewnego dnia, gdy Zuzia i Franek pomagali Lunie katalogować nowo przybyłe woluminy, w bibliotece rozległ się dziwny alarm. Czerwone światło zalało pomieszczenie, a książki na półkach zadrżały.
– Co się dzieje? – zapytał przestraszony Franek.
Luna spojrzała na nich poważnie. – Ktoś próbuje ukraść księgę ze zbioru zabronionego. To bardzo niebezpieczne.
– Możemy jakoś pomóc? – spytała Zuzia, chociaż nie była pewna, co dwójka zwykłych dzieci mogłaby zrobić.
Sol kiwnął głową. – Faktycznie. Złodziej nie spodziewa się, że w bibliotece są ziemskie dzieci. Możecie go zaskoczyć!
Plan był prosty – Zuzia i Franek mieli udawać, że się zgubili i odwrócić uwagę intruza, podczas gdy Luna i Sol uruchomią system ochronny biblioteki. Rodzeństwo znalazło złodzieja w dziale ksiąg profetycznych – był to wysoki, chudy mężczyzna o fioletowej skórze i trzech parach rąk, każda trzymająca inny tom.
– Przepraszamy, czy wie pan, gdzie jest wyjście? – spytała niewinnie Zuzia, stając przed nim.
Intruz spojrzał na nich zdumiony. – Ziemskie dzieci? W Międzygwiezdnej Bibliotece? To niemożliwe…
– A jednak tu jesteśmy – odpowiedział Franek. – I wiemy, że te książki nie należą do pana.
– Dzieci, nie wiecie, z czym się mierzycie – syknął złodziej, wyciągając jeszcze jedną, czwartą parę rąk zza pleców. – Te księgi zawierają przepowiednie, które mogą zmienić los całych galaktyk.
Zanim zdążył zrobić krok w ich stronę, powietrze wokół niego zawirowało, a książki wyrwały się z jego rąk i same wróciły na półki. Pan Gwiezdny pojawił się obok, wyglądając bardziej imponująco niż kiedykolwiek.
– Koordynatorze Xel’Tar, to nie pierwszy raz, gdy próbujesz zakłócić równowagę wiedzy – powiedział pan Gwiezdny głosem, który zdawał się rezonować przez całą bibliotekę. – Tym razem Rada Bibliotek Wszechświata dowie się o twoim wykroczeniu.
Koordynator Xel’Tar skurczył się pod surowym spojrzeniem pana Gwiezdnego, a wokół niego pojawiło się świetliste pole, które unieruchomiło go w miejscu.
– Byliście bardzo odważni – powiedziała pani Gwiezdna do Zuzi i Franka, gdy incydent dobiegł końca. – Nie każde ziemskie dziecko stanęłoby twarzą w twarz z międzygalaktycznym złodziejem ksiąg.
– Czy to oznacza, że jesteśmy teraz oficjalnymi pomocnikami w bibliotece? – spytał z nadzieją Franek.
Pan i pani Gwiezdni wymienili spojrzenia, po czym uśmiechnęli się ciepło.
– Myślę, że możemy pójść o krok dalej – powiedział pan Gwiezdny. – Od teraz jesteście Młodszymi Strażnikami Międzygwiezdnej Biblioteki, oddział Ziemski.
Luna i Sol entuzjastycznie przytaknęli, a pani Gwiezdna wręczyła Zuzi i Frankowi małe, świecące odznaki w kształcie książek.
– To oznacza, że będziecie mogli pomagać nam w opiece nad księgami, a nawet podróżować z nami w przyszłości, gdy będziecie starsi – wyjaśniła.
I tak, dzięki zwykłej dziecięcej ciekawości, Zuzia i Franek stali się pierwszymi ziemskimi Strażnikami Międzygwiezdnej Biblioteki. Odtąd, ilekroć słyszeli tajemnicze dźwięki z piętra powyżej, wiedzieli już, że to tylko ich przyjaciele przygotowują się do kolejnej międzygalaktycznej wyprawy po wiedzę – wyprawy, w której pewnego dnia będą mogli uczestniczyć.
A kamienica przy ulicy Kolorowej? Cóż, pozostała zwyczajną kamienicą dla wszystkich – poza wtajemniczonymi. Bo czasem największe tajemnice wszechświata kryją się tuż nad naszymi głowami, wystarczy tylko nasłuchiwać.
