Bajka „Gdy jesień maluje złote liście”

InfantylnyBajki edukacyjneBajki porach roku i czasieBajka "Gdy jesień maluje złote liście"

Bajka „Gdy jesień maluje złote liście” opowiada historię Franka, małego chłopca, który nie przepada za jesienią. Wszystko zmienia się, gdy spotyka magiczną Panią Jesień, która zabiera go w niezwykłą podróż przez las. Dzięki niej oraz leśnym przyjaciołom, Franek odkrywa piękno i znaczenie tej kolorowej pory roku.

Niechciany koniec wakacji

Franek siedział na parapecie, opierając brodę na dłoniach i wpatrując się ponuro w ogród. Liście na drzewach zmieniały kolor z soczystej zieleni na złoto i czerwień, a chłodny wiatr strącał je na ziemię. Westchnął głęboko. Nie lubił jesieni. Dla niego jesień oznaczała koniec beztroskich wakacji, powrót do szkoły i długie, nudne popołudnia w domu.

Franiu, może wyjdziesz trochę na dwór? – zapytała mama, wchodząc do pokoju z koszykiem pełnym świeżo wypranej odzieży. – Taki piękny dzień, a ty siedzisz przy oknie jak staruszek.

Po co? – burknął Franek. – Na dworze jest zimno, a z drzew lecą liście. Jesień jest okropna.

Mama uśmiechnęła się łagodnie, odłożyła koszyk i podeszła do syna.

Każda pora roku ma swoje piękno, Franiu. Trzeba tylko umieć je dostrzec.

Chłopiec przewrócił oczami. Dorośli zawsze tak mówili, ale co oni wiedzieli? Jesień była po prostu smutna i nudna. Koniec, kropka.

Po obiedzie, mimo niechęci, Franek zgodził się wyjść na krótki spacer do pobliskiego parku. Kopał kamyki na ścieżce, gdy nagle silniejszy podmuch wiatru sprawił, że wir złotych liści zatańczył wokół niego. Jeden z liści, niezwykle duży i idealnie złoty, przykleił się do jego kurtki.

Ej, odczep się! – powiedział, próbując strząsnąć liść. Ale ten trzymał się mocno, jakby był przyklejony.

Nagle liść zaczął świecić delikatnym, złotym blaskiem. Franek zamrugał ze zdziwienia. Czy liście potrafią świecić? Zanim zdążył to przemyśleć, złoty blask rozszerzył się, formując sylwetkę kobiety o włosach w kolorze jesiennych liści i sukni mieniącej się wszystkimi barwami jesieni.

Kim… kim pani jest? – wyjąkał zaskoczony Franek.

Kobieta uśmiechnęła się ciepło. Jej oczy miały kolor dojrzałych kasztanów, a jej głos brzmiał jak szelest liści.

Jestem Pani Jesień. A ty, jak rozumiem, nie przepadasz za moją porą roku?

Franek poczuł się niezręcznie. Czy ta dziwna pani podsłuchiwała jego rozmowę z mamą?

No… bo jesień jest smutna. – odpowiedział w końcu. – Wszystko umiera, robi się zimno i trzeba wracać do szkoły.

Pani Jesień zaśmiała się lekko, a jej śmiech przypominał dzwoneczki poruszane przez wiatr.

Och, Franku, moja pora roku nie jest wcale o umieraniu. Jest o przemianie, o przygotowaniu, o zasypianiu przed zimowym odpoczynkiem. Pozwól, że ci pokażę.

Wyciągnęła rękę w jego stronę. Franek zawahał się przez moment, ale ciekawość zwyciężyła. Delikatnie ujął jej dłoń, która była ciepła jak popołudniowe słońce przebijające się przez chmury. W tej samej chwili park wokół nich zaczął wirować w szalonym tańcu kolorów, a Franek poczuł, że jego stopy odrywają się od ziemi.

Tajemnice jesiennego lasu

Gdy świat przestał wirować, Franek odkrył, że stoi na skraju przepięknego, jesiennego lasu. Drzewa mieniły się wszystkimi odcieniami złota, czerwieni i brązu, a powietrze wypełniał zapach wilgotnej ziemi i grzybów. Nigdy wcześniej nie widział tak intensywnych kolorów.

Gdzie jesteśmy? – zapytał zdumiony.

Pani Jesień uśmiechnęła się tajemniczo. – W moim królestwie. Chodź, mam ci kogoś do przedstawienia.

Prowadząc Franka głębiej w las, Pani Jesień opowiadała o swojej pracy. O tym, jak maluje liście, jak przygotowuje rośliny do zimowego odpoczynku, jak pomaga zwierzętom gromadzić zapasy. Franek słuchał zafascynowany, zapominając o swoim wcześniejszym niezadowoleniu.

Nagle spomiędzy drzew wyskoczyła ruda wiewiórka z policzkami wypchanymi orzechami. Zatrzymała się na chwilę, spojrzała na nich bystrymi oczkami i ku zaskoczeniu Franka, przemówiła ludzkim głosem:

Pani Jesień! Co za miła niespodzianka! A kto to jest ten mały człowiek?

To Franek, Rudziku. Nie przepada za jesienią, więc pokazuję mu, jak piękna może być ta pora roku.

Wiewiórka podeszła bliżej, przyglądając się Frankowi z zainteresowaniem.

Nie lubisz jesieni? Ależ to najwspanialsza pora roku! Tyle orzechów, żołędzi i szyszek do zebrania! Zimą, gdy wszystko pokryje śnieg, będę miała pełną spiżarnię.

Franek uśmiechnął się nieśmiało. – Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.

Rudzik pokiwał energicznie głową. – Musisz spojrzeć na to z innej strony. Chodź, pokażę ci moją spiżarnię!

Wiewiórka poprowadziła ich do starego dębu, w którego dziupli miała swoją kryjówkę. Franek z podziwem patrzył na zgromadzone zapasy – starannie ułożone orzechy, żołędzie i nasiona.

To wszystko zgromadziłaś sama? – zapytał z podziwem.

Oczywiście! – odpowiedziała z dumą Rudzik. – Muszę się dobrze przygotować. Zima jest długa, a Pani Jesień daje nam czas, by się na nią przygotować.

Pani Jesień skinęła głową z aprobatą. – Chodźmy dalej, Franku. Jest jeszcze wiele do zobaczenia.

Szli wzdłuż szemrającego potoku, gdy nagle woda zaczęła formować się w twarz. Franek cofnął się zaskoczony, ale Pani Jesień zachęciła go gestem, by podszedł bliżej.

Nie bój się, to Szemrzący Potok. Opowiada najwspanialsze historie.

Witaj, młody człowieku – odezwała się twarz z wody głosem przypominającym plusk strumienia. – Chcesz usłyszeć historię o liściu, który podróżował na moich falach aż do wielkiego jeziora?

Franek, zafascynowany, usiadł na brzegu i słuchał opowieści Szemrzącego Potoku. Historia o małym liściu, który bał się oderwać od gałęzi, ale potem odkrył radość podróżowania i poznawania nowych miejsc, głęboko go poruszyła.

Widzisz, Franku – powiedziała cicho Pani Jesień – czasem to, co wydaje się końcem, jest tak naprawdę początkiem nowej przygody.

Dar jesiennej przemiany

Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, Franek i Pani Jesień dotarli na piękną polanę. W jej centralnym punkcie stał stary, majestatyczny klon o gałęziach obsypanych liśćmi w kolorach zachodzącego słońca. Pod drzewem siedział szary zając, zajęty wyplataniem czegoś z trawy.

Szarku, mój przyjacielu! – zawołała Pani Jesień. – Jak idą przygotowania?

Zając podniósł głowę i uśmiechnął się, pokazując swoje długie siekacze.

Prawie skończyłem ocieplać norę. Zbieram ostatnie zioła i trawy, zanim nadejdą przymrozki.

Zauważył przyglądającego mu się Franka i zapytał: – A kim jest twój mały towarzysz?

To Franek. Myśli, że jesień jest smutna i nudna.

Szarek położył uszy po sobie w wyrazie zdziwienia.

Smutna? Nudna? Oj, młody człowieku, jesień to najbardziej pracowita i kolorowa pora roku! Spójrz dookoła!

Franek rozejrzał się. Teraz, gdy na to zwrócono jego uwagę, zauważył, ile życia było wokół. Mrówki w pośpiechu transportujące pokarm do mrowiska, ptaki zbierające się w stada przed odlotem na południe, jeże szukające liści do wyściełania swoich zimowych kryjówek.

Ale wszystko się kończy – powiedział cicho. – Liście opadają, kwiaty więdną…

Pani Jesień położyła mu rękę na ramieniu.

To nie koniec, Franku. To część cyklu. Liście opadają, by użyźnić ziemię. Rośliny zasiewają nasiona, które wiosną dadzą nowe życie. Bez jesieni nie byłoby wiosny.

Szarek pokiwał głową.

Pani Jesień ma rację. Każda pora roku ma swoje zadanie. A jesień uczy nas ważnej rzeczy – że przemiana jest naturalną częścią życia.

Franek zamyślił się. Nigdy nie patrzył na to w ten sposób.

Pani Jesień uśmiechnęła się, widząc jego zamyślenie.

Mam dla ciebie coś specjalnego, Franku.

Z kieszeni swojej sukni wyjęła mały, złoty liść klonu, który delikatnie świecił własnym blaskiem.

To magiczny liść z mojego królestwa. Gdy będzie ci smutno, spójrz na niego, a przypomnisz sobie piękno, które dziś widziałeś.

Franek wziął liść, czując jego ciepło w dłoni.

Dziękuję, Pani Jesień. Teraz rozumiem, że każda pora roku jest ważna i piękna na swój sposób.

W drodze powrotnej Franek patrzył z nowym uznaniem na otaczający go las. Dostrzegał teraz tysiące odcieni, których wcześniej nie zauważał – głęboką czerwień jarzębiny, ciepły brąz kory, złoto mieniące się w promieniach zachodzącego słońca.

Gdy dotarli z powrotem do parku, gdzie zaczęła się ich przygoda, Pani Jesień uśmiechnęła się ciepło.

Pamiętaj, Franku, że piękno jest wszędzie – trzeba tylko umieć je dostrzec.

Chłopiec skinął głową, ściskając w dłoni magiczny liść.

Do widzenia, Pani Jesień. Wrócę jeszcze do twojego królestwa?

Jestem tu co roku, Franku. Wystarczy, że otworzysz oczy i serce na piękno jesieni.

Pani Jesień rozwiała się w wirze złotych liści, a Franek wrócił do domu. Tej nocy z uśmiechem położył złoty liść na parapecie okna. Nie mógł się doczekać, by jutro pokazać mamie swój skarb i opowiedzieć jej o magicznej przygodzie w królestwie Pani Jesień.

Od tego dnia jesień stała się jego ulubioną porą roku. Za każdym razem, gdy widział spadający złoty liść, uśmiechał się, wiedząc, że Pani Jesień maluje świat swoimi magicznymi kolorami, przygotowując go na zimowy odpoczynek i wiosenną odnowę.

Przeczytaj również

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj