Bajka „Dziadek mistrz drewnianych tajemnic”

InfantylnyBajki edukacyjneBajki o rodzinieBajka "Dziadek mistrz drewnianych tajemnic"

W małym miasteczku, w warsztacie pełnym wiórów i zapachu drewna, dziadek Józef tworzy niezwykłe zabawki kryjące magiczny sekret. Gdy zapada zmrok, jego drewniane dzieła budzą się do życia. Podczas nieplanowanego noclegu u dziadka, mały Antoś odkrywa tajemnicę i zostaje wprowadzony w świat, gdzie drewniane zabawki wypełniają misje pomagania dzieciom.

Tajemnica warsztatu

Antoś zawsze uwielbiał odwiedzać warsztat dziadka Józefa. Było to miejsce pełne tajemnic, pachnące żywicą i świeżo heblowanym drewnem. Półki uginały się od kolorowych zabawek – były tam drewniane konie na biegunach z prawdziwymi grzywami z włóczki, rycerze w lśniących zbrojach, małe żołnierzyki w równych szeregach oraz najróżniejsze pojazdy, od prostych wózków po skomplikowane kolejki.

Tego popołudnia rodzice Antosia musieli nagle wyjechać do cioci, która zachorowała. Postanowili, że chłopiec spędzi noc u dziadka. Antoś nie protestował – przeciwnie, cieszył się na myśl o wieczorze w magicznym domu dziadka Józefa.

Dziadku, czy mogę dzisiaj pomóc ci w warsztacie? — zapytał z nadzieją w głosie, gdy tylko przekroczyli próg domu.

Stary stolarz uśmiechnął się ciepło, a zmarszczki wokół jego oczu pogłębiły się jeszcze bardziej.

Oczywiście, mój mały. Akurat dziś kończę bardzo ważne zamówienie. Przyda mi się pomocnik.

Warsztat mieścił się w dobudowanej części domu. Było to przestronne pomieszczenie z wielkimi oknami, przez które wpadało popołudniowe słońce, tworząc na podłodze złociste plamy. Dziadek pokazał Antosiowi, jak wygładzać drewno papierem ściernym i jak nakładać farby na małego drewnianego rycerza.

Pamiętaj, Antosiu, każda zabawka, którą tworzę, jest wyjątkowa — powiedział dziadek, delikatnie malując uśmiech na twarzy rycerza. — Do każdej wkładam cząstkę serca.

Antoś skinął głową, chociaż nie do końca rozumiał, co dziadek miał na myśli. Pracowali razem do wieczora, a potem zjedli kolację i obejrzeli ulubioną bajkę chłopca. Kiedy nadszedł czas snu, dziadek zaprowadził Antosia do małego pokoju gościnnego.

Śpij dobrze, mój mały. A gdybyś usłyszał w nocy jakieś dziwne dźwięki… — zawahał się na moment — to pewnie tylko stare drewno pracuje.

Antoś zasnął niemal natychmiast, zmęczony intensywnym dniem. Ale w środku nocy obudziło go ciche stukanie. Przetarł oczy i nasłuchiwał. Dźwięk dochodził z warsztatu. Ciekawość zwyciężyła strach i chłopiec po cichu wślizgnął się z łóżka.

Korytarz prowadzący do warsztatu był ciemny, ale spod drzwi wydobywał się delikatny, ciepły blask. Antoś powoli podszedł i zajrzał przez szparę. To, co zobaczył, sprawiło, że otworzył szeroko oczy ze zdumienia.

W środku stał dziadek Józef, otoczony drewnianymi zabawkami, które… poruszały się! Rycerz, którego malowali razem, paradował po stole, konik na biegunach kiwał głową, a żołnierzyki maszerowały w idealnym szyku. Dziadek śmiał się i rozmawiał z nimi, jakby byli starymi przyjaciółmi.

Antoś nie mógł powstrzymać westchnienia zachwytu. Drzwi skrzypnęły i wszystkie oczy, w tym dziadka Józefa, zwróciły się w jego stronę.

Sekrety ożywionego drewna

Zapadła cisza. Drewniane zabawki znieruchomiały, a dziadek Józef patrzył na swojego wnuka z mieszaniną zaskoczenia i rezygnacji.

Wejdź, Antosiu — powiedział w końcu, wyciągając rękę. — Wygląda na to, że czas poznać cię z moimi przyjaciółmi.

Chłopiec ostrożnie wszedł do warsztatu, rozglądając się z niedowierzaniem. Wszystkie zabawki znów ożyły, obserwując go z ciekawością.

Jak to możliwe, dziadku? — wyszeptał Antoś, podchodząc bliżej.

Dziadek Józef usiadł na swoim roboczym stołku i posadził wnuka na kolanach.

To bardzo stara magia, chłopcze. W naszej rodzinie przekazywana od pokoleń. Widzisz, kiedy stolaż wkłada całe serce w swoją pracę, czasami zdarza się cud. Drewno nie jest zwykłym materiałem – ono kiedyś żyło jako drzewo. A w moich rękach… po prostu budzi się do nowego życia.

Mały drewniany rycerz podszedł do krawędzi stołu, ukłonił się i przemówił dźwięcznym głosem:

Witaj, młody Antosiu! Jestem Sir Roland, obrońca dziecięcych snów i pogromca nocnych koszmarów.

Antoś nie mógł uwierzyć własnym uszom. Za rycerzem ustawił się rząd żołnierzyków, a ich dowódca wystąpił naprzód.

Kapitan Dzielny, do usług! Moje oddziały patrolują pokoje dzieci, broniąc ich przed strachami czającymi się w ciemnych kątach!

Konik na biegunach podszedł kołysząc się dostojnie.

A ja, mój drogi chłopcze, przenoszę małych jeźdźców do krainy pięknych snów, gdy tylko zamkną oczy.

Antoś słuchał z otwartymi ustami, a jego oczy błyszczały z podniecenia. Dziadek objął go ramieniem.

Widzisz, wszystkie zabawki, które tworzę, mają swoje zadania. Pomagają dzieciom radzić sobie ze strachem, samotnością, smutkiem. Są przyjaciółmi, obrońcami, towarzyszami przygód.

Chłopiec nie mógł powstrzymać lawiny pytań.

Czy wszystkie zabawki ożywają? Czy dzieci wiedzą? Czy mama i tata też potrafią ożywiać zabawki?

Dziadek zaśmiał się łagodnie.

Nie, nie wszystkie zabawki mają ten dar. Tylko te stworzone z prawdziwą miłością i troską. Dzieci zwykle nie wiedzą o tym sekrecie, choć czasem najmłodsze i najbardziej wrażliwe mogą coś zauważyć. A co do twoich rodziców… — tu dziadek spoważniał. — Twoja mama ma ten dar, ale nie wie o tym. Nie nauczyłem jej, jak go używać. Myślę, że nie byłem jeszcze gotowy, by podzielić się tajemnicą.

Przez następną godzinę Antoś poznawał wszystkie ożywione zabawki w warsztacie. Każda miała swoją historię i specjalne umiejętności. Drewniana sowa potrafiła przynosić mądrość w trudnych decyzjach. Mały piesek pocieszał dzieci, gdy były smutne. Samochodzik z czerwonego drewna zawoził dziecięce marzenia do odległych krain.

Zabawka, którą dziś skończyliśmy, Antosiu — dziadek wskazał na rycerza Rolanda — jest wyjątkowa. Jutro zawieziemy ją do szpitala dziecięcego, do małego chłopca imieniem Tomek, który bardzo się boi operacji. Roland będzie czuwał przy nim i dodawał mu odwagi.

Rycerz wyprostował się dumnie, a jego drewniana twarz wyrażała determinację.

Nie zawiodę, mistrzu Józefie. Będę najdzielniejszym towarzyszem dla Tomka.

Pierwsza misja Antosia

Następnego dnia dziadek i Antoś pojechali do szpitala dziecięcego. Chłopiec trzymał na kolanach pudełko z rycerzem Rolandem, który teraz był zwykłą nieruchomą zabawką. Antoś wiedział jednak, że gdy nikt nie patrzy, Roland budzi się do życia.

Szpitalne korytarze były jasne i kolorowe, ale mimo to Antoś czuł się nieco onieśmielony. Dziadek Józef prowadził go pewnie przez labirynt przejść, aż dotarli do oddziału dziecięcego.

Tomek bardzo się boi tego, co go czeka — wyjaśnił dziadek, gdy czekali przed pokojem. — Jutro ma operację serca. Jest bardzo dzielny, ale każdy czasem potrzebuje wsparcia.

Weszli do sali, gdzie na łóżku siedział chudy, blady chłopiec, może rok starszy od Antosia. Miał podkrążone oczy i niepewny uśmiech.

Dzień dobry, Tomku — przywitał się dziadek Józef. — To jest mój wnuk, Antoś, a my przynieśliśmy ci coś specjalnego.

Antoś podszedł do łóżka i wyjął z pudełka rycerza Rolanda. W świetle dnia zabawka wyglądała jeszcze piękniej – zbroja lśniła srebrzyście, a maleńka tarcza miała namalowany czerwony krzyż.

To jest Roland — powiedział Antoś, podając rycerza Tomkowi. — Jest najodważniejszym rycerzem w całym królestwie i… ma specjalną moc.

Tomek ostrożnie wziął zabawkę do rąk, a jego oczy rozszerzyły się z zachwytu.

Jaką moc? — zapytał z zainteresowaniem.

Antoś spojrzał na dziadka, który lekko skinął głową.

Roland potrafi przepędzać strach — szepnął konspiracyjnie Antoś. — Kiedy się boisz, on staje do walki z twoimi strachami. Musisz tylko mocno w to wierzyć.

Tego wieczoru, po powrocie do domu dziadka, Antoś nie mógł przestać myśleć o Tomku i o tym, czy Roland pomoże mu przetrwać operację. Dziadek, jakby czytając w jego myślach, usiadł obok niego na łóżku.

Wiem, że się martwisz, Antosiu, ale rycerz Roland dobrze wypełni swoją misję.

A skąd będziemy wiedzieć, czy Tomkowi się udało? — zapytał chłopiec.

Dziadek zamyślił się na chwilę.

Co powiesz na to, żebyśmy zrobili coś specjalnego? Może sam chciałbyś stworzyć zabawkę dla Tomka? Na pamiątkę jego odwagi?

Oczy Antosia rozbłysły.

Naprawdę mógłbym? Ale… czy ona też ożyje?

To zależy od ciebie — odpowiedział dziadek z uśmiechem. — Od tego, ile serca włożysz w swoją pracę.

Przez kolejne dni Antoś pracował pod okiem dziadka nad małą drewnianą figurką przedstawiającą chłopca z rozpostartymi ramionami, jakby miał zaraz wzlecieć w niebo. Dziadek pokazał mu, jak ostrożnie rzeźbić, szlifować i malować. Antoś pracował z niezwykłą koncentracją, myśląc intensywnie o Tomku i o tym, jak bardzo chce, żeby wyzdrowiał.

Tydzień później dowiedzieli się, że operacja się udała, a Tomek wraca do zdrowia. Pojechali do szpitala z nowym prezentem. Tomek siedział na łóżku, wyglądał lepiej, a u jego boku stał rycerz Roland.

On naprawdę działa! — powiedział Tomek, gdy tylko zobaczył Antosia. — Całą noc przed operacją szeptał mi do ucha, że wszystko będzie dobrze. Czasem myślę, że go słyszałem…

Antoś i dziadek wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

Mam dla ciebie jeszcze coś — powiedział Antoś, wręczając Tomkowi swoją figurkę. — To ty, kiedy już wyzdrowiejesz. Będziesz mógł robić wszystko, o czym marzysz.

Tej nocy, gdy wrócili do warsztatu, Antoś czekał z niecierpliwością. Czy jego pierwsza samodzielnie wykonana zabawka też ożyje? O północy, gdy dziadek zasnął, zakradł się do warsztatu.

Na początku nic się nie działo. Antoś już miał się poddać, gdy nagle drewniana figurka poruszyła się i przeciągnęła, jakby budziła się z głębokiego snu.

Witaj, twórco — powiedziała mała figurka głosem brzmiącym jak dzwoneczki. — Dziękuję, że dałeś mi życie. Zadbam o Tomka, obiecuję.

Antoś wiedział, że to dopiero początek jego przygody z magicznym warsztatem dziadka i tajemnicą drewnianych zabawek, które niosły dzieciom radość, odwagę i pocieszenie, gdy tego najbardziej potrzebowały.

Przeczytaj również

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj