Bajka „Śnieżna kraina wiecznej zimy”

InfantylnyBajki edukacyjneBajki porach roku i czasieBajka "Śnieżna kraina wiecznej zimy"

W tej magicznej opowieści rodzeństwo Kacper i Zosia przypadkowo odkrywają przejście do krainy wiecznego śniegu. Tam poznają prawdę o uwięzionych porach roku i wraz z nowymi przyjaciółmi podejmują ryzykowną misję, aby przywrócić naturalną równowagę świata. W trakcie przygody odkrywają wartość każdej pory roku i uczą się, że różnorodność jest tym, co czyni życie pięknym.

Przejście do krainy śniegu

Kacper i Zosia nigdy nie przepadali za zimą. Dla dziesięcioletniego Kacpra oznaczała ona głównie mokre rękawiczki i zakaz długiego grania w piłkę, a ośmioletnia Zosia nienawidziła ubierania grubych, niewygodnych kombinezonów. Mieszkali z rodzicami w starej kamienicy, gdzie na poddaszu znajdował się tajemniczy pokój, do którego dzieci miały zakaz wchodzenia. Naturalnie, nic bardziej nie rozbudzało ich ciekawości.

Pewnego grudniowego popołudnia, gdy rodzice wyjechali do cioci, rodzeństwo postanowiło złamać zakaz.

„Zosia, tylko na chwilę! Nikt się nie dowie,” szepnął Kacper, ostrożnie naciskając klamkę starego pokoju.

„A jeśli się wściekną?” zapytała dziewczynka, ale jej oczy już błyszczały z podekscytowania.

Drzwi otworzyły się z przeciągłym skrzypieniem. W środku stały zakurzone meble przykryte białymi prześcieradłami, przypominające duchy. Największa z nich skrywała ogromną, rzeźbioną szafę.

„Zobacz, co za piękna!” zawołała Zosia, zdejmując prześcieradło.

Szafa była wykonana z ciemnego drewna, a na jej drzwiach wyrzeźbiono płatki śniegu i fantastyczne stworzenia. Kacper, zachwycony, otworzył drzwiczki. Zamiast ubrań, zobaczyli tylko ciemność i… delikatnie padający śnieg?

„To niemożliwe,” wyszeptał, wyciągając rękę.

„Kacper, nie!” krzyknęła Zosia, ale było już za późno. Chłopiec zrobił krok do przodu, a Zosia, próbując go zatrzymać, również znalazła się w szafie.

Zamiast uderzyć w tylną ściankę, dzieci wpadły w miękki, puszysty śnieg. Oślepiła je biel. Gdy ich oczy przyzwyczaiły się, zobaczyli, że stoją w środku rozległej, śnieżnej krainy. Za nimi nie było już szafy, tylko potężne sosny pokryte śniegiem.

„Gdzie my jesteśmy?” zapytała Zosia, rozglądając się z niedowierzaniem.

Niebo było krystalicznie czyste, a słońce odbijało się w milionach śnieżnych kryształków. Powietrze było rześkie, ale dziwnym trafem dzieciom nie było zimno, mimo że wybiegły z domu w zwykłych ubraniach.

„To najpiękniejsza zima, jaką kiedykolwiek widziałem,” wyszeptał Kacper.

Nagle usłyszeli dzwoneczki. Zza drzew wyłonił się srebrzysty renifer o rogach połyskujących jak diamenty. Zatrzymał się przed dziećmi i ku ich zdumieniu przemówił łagodnym głosem:

„Witajcie w Śnieżnej Krainie. Jestem Blask, a wy musicie być nowymi Odwiedzającymi.”

Kacper i Zosia stali oniemiali, nie wiedząc, czy się bać, czy cieszyć.

„Nie bójcie się,” kontynuował Blask. „Wasza obecność tutaj nie jest przypadkowa. Śnieżna Kraina potrzebuje pomocy.”

„Naszej pomocy?” zapytał niepewnie Kacper. „Przecież jesteśmy tylko dziećmi.”

„Właśnie dzieci mają najczystsze serca i najjaśniejsze umysły,” odpowiedział Blask, kłaniając swój majestatyczny łeb. „Nasza kraina cierpi. Kiedyś wszystkie pory roku żyły tu w harmonii, ale teraz… teraz Królowa Śniegu uwięziła Wiosnę, Lato i Jesień w swoim lodowym pałacu.”

„Dlaczego to zrobiła?” zapytała Zosia.

„Z miłości do zimy… i z samotności,” westchnął Blask. „Ale nasz świat potrzebuje wszystkich pór roku. Bez nich wszystko będzie powoli zamierać.”

Dzieci spojrzały po sobie, a potem na rozległą śnieżną krainę. Mimo jej piękna, rzeczywiście brakowało tu czegoś ważnego – koloru, różnorodności, życia.

„Co możemy zrobić?” zapytał Kacper, nieoczekiwanie dla samego siebie czując przypływ odwagi.

„Musicie udać się do lodowego pałacu i przekonać Królową Śniegu, by uwolniła pozostałe pory roku,” odpowiedział Blask. „Podróż będzie długa i niebezpieczna, ale nie będziecie sami. Ja będę waszym przewodnikiem.”

Zosia zadrżała, tym razem nie z zimna, ale z emocji.

„Jesteś pewien, że sobie poradzimy?” zapytała.

„Nie,” odparł szczerze Blask. „Ale wierzę, że warto spróbować. A wy?”

Spotkanie z Panem Mrozem

Podróż przez Śnieżną Krainę była fascynująca. Kacper i Zosia, prowadzeni przez Blaska, przedzierali się przez bajeczne, śnieżne lasy, gdzie płatki śniegu tańczyły w powietrzu jak magiczne iskierki. Minęli zamrożone jeziora, na których powierzchni odbijało się tysiące gwiazd, i doliny wypełnione lodowymi formacjami przypominającymi kryształowe rzeźby.

„Jak daleko jeszcze do pałacu Królowej?” zapytał Kacper, gdy zatrzymali się na odpoczynek trzeciego dnia podróży.

„Bardzo daleko,” westchnął Blask. „Ale najpierw musimy spotkać się z kimś, kto może nam pomóc.”

Zosia, która układała ze śniegu małego bałwanka, podniosła głowę z zaciekawieniem. „Z kim?”

„Z Panem Mrozem. To on odpowiada za mroźne wzory na szybach i za iskrzący się szron. Jest jednym z najstarszych duchów zimy i zna Królową od zawsze.”

Gdy zmierzch zaczął zapadać, dotarli do polanki, na środku której stał niezwykły lodowy dom. Wyglądał jak ogromna bańka mydlana zamrożona w locie, przezroczysta i mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy.

„Jesteśmy na miejscu,” oznajmił Blask. „Bądźcie uprzejmi i szczerzy. Pan Mróz ceni prawdę ponad wszystko.”

Nagle drzwi domku otworzyły się, a na progu stanął niecodzienny jegomość. Był niski i okrągły, miał długą, białą brodę pokrytą maleńkimi kryształkami lodu i oczy niebieskie jak najczystsze górskie jezioro. Ubrany był w płaszcz, który wydawał się być uszyty z samego szronu.

„Witajcie, podróżnicy!” zawołał głosem dźwięcznym jak pękający lód na jeziorze. „Blask, mój stary przyjacielu! I mali ludzie! Co was sprowadza do mojej skromnej siedziby?”

Blask wyjaśnił cel ich podróży, a Pan Mróz słuchał, kiwając głową. Zaprosił ich do środka, gdzie na zaskoczenie dzieci, było przytulnie ciepło. Na środku stał stół pełen lodowych owoców, które smakowały jak najsłodsze truskawki i gruszki.

„Królowa nie zawsze była taka,” westchnął Pan Mróz, gdy usiedli przy kominku. „Kiedyś kochała wszystkie pory roku. Sama była przecież jedną z nich. Ale z czasem zaczęła się obawiać, że jej królestwo, jej zima, nie jest tak kochana jak inne pory roku.”

„Ludzie nie lubią zimy?” zapytała Zosia ze zdziwieniem. „Przecież jest taka piękna!”

Pan Mróz uśmiechnął się ciepło. „Jest piękna dla tych, którzy umieją patrzeć. Ale wielu widzi w niej tylko chłód, ciemność i niewygodę. Królowa czuła się odrzucona i niezrozumiana. Dlatego postanowiła, że jeśli ludzie nie doceniają zimy, to nie zasługują na inne pory roku.”

Kacper zamyślił się. „Byliśmy tacy sami. Nie lubiliśmy zimy… ale teraz widzimy, jak wyjątkowa może być.”

„To właśnie dlatego tu jesteście,” powiedział Pan Mróz. „Musicie pokazać Królowej, że każda pora roku ma swoje miejsce i swoje piękno. Że bez różnorodności nie ma harmonii.”

„Ale jak mamy to zrobić?” zapytała Zosia.

Pan Mróz wstał i podszedł do starej, lodowej skrzyni. Wyciągnął z niej trzy małe, kryształowe kule – jedną zieloną jak wiosenna trawa, drugą złotą jak letnie słońce i trzecią czerwoną jak jesienne liście.

„To esencje uwięzionych pór roku,” wyjaśnił. „Każda zawiera w sobie czystą magię i wspomnienia. Pokażcie je Królowej, niech zobaczy, co zabrała światu.”

Dzieci z szacunkiem przyjęły dar, a Kacper ostrożnie umieścił kule w swoim plecaku.

„Droga do pałacu prowadzi przez Lodowy Kanion,” kontynuował Pan Mróz. „To niebezpieczne miejsce, pełne szczelin i zamieci. Ale mam coś, co wam pomoże.”

Z kieszeni wyjął dwa małe, srebrne dzwoneczki na rzemykach. „Noście je na szyi. Gdy będziecie w potrzebie, zadzwońcie. Usłyszę was, gdziekolwiek będziecie.”

Tej nocy Kacper i Zosia zasnęli przy ciepłym kominku Pana Mroza, a ich sny pełne były kolorowych wspomnień wszystkich pór roku – wiosennych kwiatów, letnich plaż, jesiennych liści i zimowych zabaw. Po raz pierwszy zrozumieli, że każda pora roku niesie ze sobą własną magię i piękno.

Rankiem, wyposażeni w prowiant i rady Pana Mroza, wyruszyli w dalszą drogę. Przed nimi rozpościerał się widok na ośnieżone góry, a gdzieś tam, za nimi, czekał lodowy pałac i Królowa Śniegu.

Spotkanie z Królową Śniegu

Lodowy Kanion okazał się jeszcze bardziej przerażający, niż opisywał Pan Mróz. Ściany z przezroczystego lodu piętrzyły się po obu stronach wąskiej ścieżki, a silny wiatr niósł ze sobą ostre jak igły kryształki śniegu. Dzieci, prowadzone przez Blaska, szły ostrożnie, trzymając się blisko siebie.

„Nie rozdzielajcie się,” ostrzegł ich srebrny renifer. „W tym miejscu łatwo się zgubić, a zamiecie potrafią pojawić się znikąd.”

Jak na zawołanie, wiatr przybrał na sile, a śnieg zaczął wirować wokół nich tak gęsto, że ledwo widzieli na wyciągnięcie ręki.

„Trzymaj się mnie, Zosiu!” krzyknął Kacper, chwytając siostrę za rękę.

Nagle usłyszeli złowieszczy trzask. Lód pod ich stopami pękał, tworząc sieć pajęczych szczelin.

„Szybko, na skałę!” zawołał Blask, wskazując rogami na niewielki występ skalny nieopodal.

Kacper pociągnął Zosię i razem skoczyli na bezpieczne miejsce, w ostatniej chwili unikając zapadnięcia się lodu. Jednak w zamieszaniu stracili z oczu Blaska.

„Blask! Gdzie jesteś?” krzyczały dzieci, ale ich głosy ginęły w wyciu wiatru.

Zosia zadrżała. „Co teraz zrobimy?”

Kacper przypomniał sobie o dzwoneczkach od Pana Mroza. Chwycił swój i zadzwonił, a dźwięk, czysty i wysoki, przeciął zamieć jak promień światła.

Zamieć ustała tak nagle, jak się zaczęła, a przed dziećmi pojawił się… Pan Mróz, siedzący na wielkich, polarnych saniach ciągniętych przez śnieżne lisy!

„Widzę, że moje dzwoneczki się przydały!” zaśmiał się, pomagając im wsiąść. „Blask jest bezpieczny, już się z nim skontaktowałem. Czeka na nas przed pałacem.”

Sanie mknęły przez śnieżne pustkowie z niesamowitą prędkością, a dzieci, mimo strachu, nie mogły powstrzymać okrzyków zachwytu na widok przepięknych, lodowych krajobrazów. W końcu, na horyzoncie pojawił się pałac Królowej Śniegu – olbrzymia, kryształowa konstrukcja, wyrastająca z samego serca lodowego jeziora, błyszcząca w świetle księżyca tysiącami odcieni błękitu.

Przed bramą pałacu czekał na nich Blask, wyraźnie zaniepokojony.

„Królowa wie o waszym przybyciu,” powiedział. „Jest… zaintrygowana.”

Wielkie, lodowe wrota otworzyły się, gdy tylko stanęli przed nimi. Wewnątrz pałacu wszystko było wykonane z lodu – ściany, podłogi, kolumny, a nawet meble. Ale zamiast chłodu, dzieci poczuły… smutek. Głęboki, przejmujący smutek, który zdawał się wypełniać każdy kąt tego pięknego, ale pustego miejsca.

W głównej sali, na tronie z najczystszego lodu, siedziała Królowa Śniegu. Była przepiękna – wysoka, o skórze białej jak śnieg i włosach srebrnych jak księżycowy blask. Jej oczy miały kolor zamarzniętego nieba – głęboki, chłodny błękit, w którym kryło się coś bardzo starego i bardzo samotnego.

„A więc to wy jesteście nowymi Odwiedzającymi,” powiedziała głosem dźwięcznym jak krystaliczny lód. „Przyszliście prosić o uwolnienie moich… gości?”

Kacper i Zosia spojrzeli po sobie. W końcu chłopiec zebrał się na odwagę.

„Wasza Wysokość, przybyliśmy, by pokazać ci coś ważnego.”

Ostrożnie wyjął z plecaka trzy kryształowe kule od Pana Mroza. Gdy tylko je postawił, kule zaczęły świecić – zieloną, złotą i czerwoną poświatą, która rozlała się po lodowej sali.

„Co to jest?” zapytała Królowa, a w jej głosie po raz pierwszy zabrzmiała ciekawość.

„To wspomnienia,” odpowiedziała Zosia. „Wspomnienia innych pór roku.”

Kule otworzyły się, uwalniając obrazy – wiosenne łąki pełne kwiatów, letnie plaże rozbrzmiewające śmiechem dzieci, jesienne lasy mieniące się wszystkimi odcieniami czerwieni i złota. A pośród tych obrazów, ku zaskoczeniu wszystkich, pojawiały się obrazy zimy – dzieci lepiące bałwana, rodziny gromadzące się przy kominku, magiczne, śnieżne krajobrazy rozświetlone świątecznymi lampkami.

„Widzisz, Królowo?” powiedział cicho Kacper. „Każda pora roku jest wyjątkowa i każda jest kochana. Tak samo jak twoja zima.”

„Życie potrzebuje zmian i różnorodności,” dodała Zosia. „Tak jak my potrzebujemy wszystkich emocji – radości, smutku, ekscytacji, spokoju. Bez nich nie bylibyśmy całością.”

Królowa Śniegu wpatrywała się w obrazy długo i w milczeniu. W jej oczach, po raz pierwszy od tysiącleci, pojawiły się łzy – błyszczące jak diamenty, które zamarzały na jej policzkach.

„Myślałam… że nikt nie kocha zimy,” wyszeptała. „Że ludzie tylko na nią narzekają i czekają, aż minie.”

„My też tak kiedyś myśleliśmy,” odpowiedział Kacper. „Ale teraz widzimy jej piękno. Tak jak piękno wszystkich pór roku.”

Królowa powoli wstała z tronu. Podeszła do ogromnych, lodowych drzwi po drugiej stronie sali i otworzyła je. Za nimi, w kryształowych komnatach, znajdowały się trzy postacie – młoda dziewczyna o włosach splecionych z kwiatów, złocista kobieta emanująca ciepłem i dostojny mężczyzna w płaszczu z jesiennych liści.

„Siostry, bracie,” powiedziała cicho Królowa. „Wybaczcie mi.”

W pałacu zapanowała radość. Uwolnione pory roku objęły swoją siostrę, a powietrze wypełniło się magią – zapachem kwiatów, ciepłem słońca, nutą spadających liści i czystą, rześką świeżością śniegu.

„Odtąd wszystkie pory roku będą władać po równo,” oznajmiła Królowa, uśmiechając się przez łzy. „A Śnieżna Kraina będzie znów pełna życia i różnorodności.”

Kacper i Zosia patrzyli na to wszystko z radością i dumą. Udało im się! Pomogli przywrócić naturalną równowagę, a przy okazji sami nauczyli się doceniać piękno wszystkich pór roku – nawet tej niegdyś nielubianej zimy.

Nazajutrz, pożegnani przez wszystkie pory roku i swoich nowych przyjaciół, rodzeństwo wróciło przez magiczną szafę do swojego domu. Ale coś w nich się zmieniło – odtąd z niecierpliwością czekali na każdą porę roku, odkrywając w każdej z nich wyjątkową magię i piękno.

Przeczytaj również

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj