Bajka „Drwal i szepczący las duchów”

InfantylnyBajki edukacyjneBajki o zawodach i pracyBajka "Drwal i szepczący las duchów"

W cieniu pradawnej puszczy żył Borys, drwal z rodziny, która od pokoleń trudniła się wycinaniem drzew. Jednak w przeciwieństwie do swoich przodków, Borys posiadał niezwykły dar – słyszał szepty drzew. Gdy nadeszła wielka susza, drzewa poprosiły go o pomoc w odnalezieniu złotego nasiona, które mogło ocalić las. Rozdarty między rodzinną tradycją a wołaniem natury, Borys wyrusza w podróż, która nauczy go, że prawdziwa siła nie polega na niszczeniu, ale na tworzeniu i ochronie.

Pierwszy szept

Promienie porannego słońca przedzierały się przez korony drzew, tworząc na leśnej ścieżce złociste plamy. Borys, wysoki mężczyzna o silnych ramionach i łagodnych oczach, stał przed ogromnym, starym dębem. W dłoni ściskał rodzinny topór – narzędzie, które przechodziło z ojca na syna od pięciu pokoleń.

– To tylko kolejne drzewo – szepnął do siebie, próbując dodać sobie odwagi. Jednak coś powstrzymywało go przed zamachnięciem się.

Gdy uniósł topór, usłyszał cichy szept: „Nie czyń tego, młody człowieku.”

Borys rozejrzał się nerwowo. Był sam w lesie, a jednak słyszał głos wyraźnie, jakby ktoś stał tuż obok niego.

„Tu jestem, przede tobą” – zabrzmiał znowu głos, a Borys ze zdumieniem zrozumiał, że przemawia do niego sam dąb.

– To niemożliwe – wykrztusił. – Drzewa nie mówią!

„A jednak mnie słyszysz” – odparł głos z nutą rozbawienia. „Jestem Staruszek Dąb, najstarsze drzewo w tym lesie. Rosłem tutaj, gdy twoi przodkowie byli jeszcze małymi dziećmi.”

Borys opuścił topór, oszołomiony. Przez całe życie wycinał drzewa, nigdy nie zastanawiając się, czy czują ból.

„Nie przyszedłem, by cię oskarżać” – kontynuował Dąb, jakby czytając w jego myślach. „Potrzebujemy twojej pomocy, Borysie. Las umiera.”

Zdumiony drwal rozejrzał się dookoła. Rzeczywiście, teraz dostrzegł to, czego wcześniej nie zauważał – wyschnięte liście, popękana ziemia, brak zwykłego leśnego gwaru.

– Co się dzieje? – zapytał.

„Wielka susza nadchodzi. Czujemy to w naszych korzeniach. Jeśli nic nie zrobimy, cały las zginie, a wraz z nim wszystko, co w nim żyje.”

– Ale co ja mogę zrobić? Jestem tylko drwalem – odpowiedział Borys, czując dziwny smutek.

Nagle z kory dębu wyłoniła się drobna, zielonkawa postać. Była to kobieta wielkości ludzkiej dłoni, o włosach z liści i sukni utkanej z kory.

„Jestem Kora” – przedstawiła się driada. „Istnieje sposób, by uratować las. Złote nasiono, ukryte głęboko w Zapomnianej Dolinie. Tylko ono może przywrócić życie.”

– Dlaczego ja? – zapytał Borys. – Jestem drwalem. Niszczę las, nie ratuję go.

„Właśnie dlatego” – odparł Dąb. „Potrzebujemy kogoś, kto zna las, ale nie jest częścią jego magii. A przede wszystkim, potrzebujemy kogoś, kto nas słyszy. To dar, Borysie, bardzo rzadki wśród ludzi.”

Tej nocy Borys nie mógł zasnąć. Leżał w swojej małej chatce na skraju lasu, myśląc o prośbie drzew. Całe życie uczono go, że las jest zasobem do wykorzystania. Jego ojciec, dziadek, pradziadek – wszyscy byli drwalami. Jak mógłby złamać rodzinną tradycję?

Ale gdy tylko zamknął oczy, słyszał szepty drzew, ich ciche wołanie o pomoc. I wiedział, że nie może tego zignorować. Wraz z pierwszymi promieniami słońca podjął decyzję. Wziął swój topór, ale tym razem nie jako narzędzie zniszczenia, lecz ochrony. Czas wyruszyć na poszukiwanie złotego nasiona.

Leśne tajemnice

Borys przemierzał las, wsłuchując się w nowe dźwięki, których nigdy wcześniej nie dostrzegał. Każde drzewo miało swój własny głos – sosny szumiały głęboko i spokojnie, brzozy szeptały delikatnie, a dęby mówiły powoli i dostojnie. To było jak odkrywanie zupełnie nowego świata, który zawsze istniał tuż obok.

Na jego ramieniu siedziała Kora, wskazując drogę. Jej drobne ciało świeciło delikatnym, zielonkawym blaskiem, gdy zapadał zmrok.

„Musisz uważać, Borysie” – ostrzegała driada. „Las nie zawsze jest przyjazny dla tych, którzy noszą topory.”

Jakby na potwierdzenie jej słów, gałęzie drzew nagle pochyliły się nisko, blokując ścieżkę. Borys odruchowo chwycił za topór.

„Nie!” – krzyknęła Kora. „To ich tylko przestraszy. Pokaż im, że przychodzisz w pokoju.”

Borys zawahał się, ale potem powoli odłożył topór na ziemię i uniósł puste dłonie.

– Przychodzę jako przyjaciel – powiedział głośno. – Chcę pomóc uratować las przed suszą.

Przez moment nic się nie działo. Potem, powoli, gałęzie uniosły się, otwierając przejście.

„Widzisz?” – Kora uśmiechnęła się. „Las potrafi słuchać, tak jak ty nauczyłeś się słuchać lasu.”

Podróżowali przez wiele dni. Borys widział, jak susza coraz bardziej daje się we znaki leśnym mieszkańcom. Strumyki wysychały, zwierzęta uciekały, a drzewa traciły liście przedwcześnie.

Pewnej nocy, gdy rozbili obóz pod rozłożystym bukiem, Borys zapytał: – Dlaczego to nasiono jest tak ważne?

Kora usiadła na kamieniu naprzeciwko niego, a jej blask rozjaśniał ciemność.

„Złote nasiono to pierwsze nasiono, z którego wyrósł cały las” – wyjaśniła. „Zawiera w sobie esencję życia. Kiedy zostanie zasadzone w centrum lasu i podlane wodą z Kryształowego Źródła, przywróci równowagę i odegna suszę.”

– A gdzie jest to źródło?

„To część próby. Najpierw nasiono, potem źródło.”

Nazajutrz dotarli do miejsca, gdzie las nagle się kończył. Przed nimi rozciągała się szeroka, świeżo wycięta polana. Pnie drzew leżały pokotem, jak poległe ciała wojowników.

– Nie… – wyszeptał Borys z przerażeniem. – Kto to zrobił?

„Pan Tartak” – odpowiedziała Kora z gniewem w głosie. „Człowiek, który widzi w drzewach tylko deski i pieniądze. On chce wyciąć cały las, nie obchodzi go, co się z nami stanie.”

Gdy przekraczali polanę, Borys poczuł ukłucie wstydu. Czyż nie robił tego samego przez całe życie, tylko na mniejszą skalę?

Po drugiej stronie polany las stawał się coraz gęstszy i ciemniejszy. Drzewa były tu starsze, majestatyczne, a powietrze wydawało się naładowane dziwną energią.

„Jesteśmy blisko Zapomnianej Doliny” – szepnęła Kora. „Ale strzeże jej strażnik.”

– Jaki strażnik? – zapytał Borys, ale odpowiedź nadeszła szybciej, niż się spodziewał.

Z cienia drzew wyłoniła się ogromna, humanoidalna postać utkana całkowicie z korzeni, gałęzi i mchu. Miała dobre trzy metry wysokości, a jej oczy jarzyły się zielonym światłem.

„To Leśny Golem” – wyjaśniła szybko Kora. „Strzegł doliny od stuleci. Nie przepuści nikogo, kto nosi broń.”

Borys spojrzał na swój topór, ostatni symbol jego dawnego życia.

– Czy muszę się go pozbyć? – zapytał, czując dziwny żal.

„To twoja decyzja, Borysie” – odparła Kora. „Ale pamiętaj, że czasem, aby iść naprzód, trzeba zostawić za sobą przeszłość.”

Borys spojrzał na topór, świecący w blasku księżyca, i podjął decyzję, która miała zmienić jego życie na zawsze.

Złote przebudzenie

Borys wziął głęboki oddech i odłożył rodzinny topór na ziemię. Narzędzie, które przez pokolenia służyło jego rodzinie do wycinania drzew, teraz spoczęło wśród mchu i paproci.

– Przychodzę bez broni – powiedział do leśnego golema. – Chcę pomóc, nie niszczyć.

Przez długi moment golem stał nieruchomo, jego zielone oczy wpatrywały się w Borysa, jakby analizując każdą cząstkę jego duszy. W końcu ogromna istota skinęła głową i rozstąpiła się, odsłaniając przejście.

„Przeszedłeś próbę” – szepnęła z uznaniem Kora. „Niewielu ludzi potrafi rozstać się z tym, co uważają za część swojej tożsamości.”

Zapomniana Dolina była jak z innego świata. Otoczona wysokimi skałami, pełna mgły i delikatnego, srebrnego światła. Pośrodku doliny stało pojedyncze drzewo, wyższe i potężniejsze niż wszystkie, które Borys kiedykolwiek widział. Jego kora miała złotawy odcień, a liście połyskiwały jak małe gwiazdy.

„To Drzewo Życia” – wyjaśniła Kora. „A na jego najwyższej gałęzi rośnie złote nasiono.”

Borys spojrzał w górę i przełknął ślinę. Drzewo było niewyobrażalnie wysokie.

– Jak mam się tam dostać bez topora? Nie mogę zrobić drabiny.

„Nie potrzebujesz narzędzi. Potrzebujesz zaufania.”

Kora dotknęła pnia drzewa, a ono, ku zdumieniu Borysa, zaczęło zginać się, opuszczając powoli najwyższe gałęzie ku ziemi. Na jednej z nich, błyszczące jasnym blaskiem, widniało złote nasiono wielkości jabłka.

Borys ostrożnie zerwał nasiono, czując jego ciepło i pulsującą energię. W tej samej chwili ziemia zatrzęsła się gwałtownie.

„To Pan Tartak!” – krzyknęła Kora. „Znalazł drogę do doliny! Musimy się spieszyć!”

Wybiegli z doliny, by zobaczyć przerażający widok. Na skraju lasu stały ogromne maszyny do wycinki drzew. Na czele grupy robotników stał wysoki, chudy mężczyzna w eleganckim garniturze – Pan Tartak.

– Wytnijcie wszystko! – krzyczał. – Zwłaszcza te najstarsze! Są warte fortunę!

Borys poczuł, jak rośnie w nim gniew.

– Musimy go powstrzymać – powiedział.

„Ale jak? Jest ich wielu, a ty nie masz nawet swojego topora.”

Borys spojrzał na złote nasiono w swojej dłoni, a potem na topór leżący wciąż u stóp golema.

– Może nie potrzebuję topora, by być silnym – odpowiedział.

Podszedł do maszyn pewnym krokiem, trzymając nasiono wysoko.

– Zatrzymajcie się! – krzyknął. – Ten las jest żywy!

Pan Tartak odwrócił się, jego twarz wykrzywiona w złośliwym uśmiechu.

– A kim ty jesteś? Jakimś leśnym wariatem? – zaśmiał się. – Odsuń się, zanim przejadę i ciebie!

– Jestem Borys – odpowiedział spokojnie. – Byłem drwalem, jak mój ojciec i jego ojciec przed nim. Ale teraz jestem strażnikiem lasu.

To mówiąc, wzniósł złote nasiono jeszcze wyżej. Nagle promień słońca przebił się przez chmury, padając dokładnie na nasiono, które rozbłysło złotym światłem tak intensywnym, że wszyscy musieli zasłonić oczy.

Gdy światło przygasło, wokół Borysa stały wszystkie drzewa z lasu – nie fizycznie, ale jako świetliste, półprzezroczyste postacie. Staruszek Dąb, brzozy, sosny, wszystkie duchy drzew zebrały się, by bronić swojego domu.

Robotnicy w panice rzucili się do ucieczki. Tylko Pan Tartak stał nieruchomo, oniemiały.

„Teraz rozumiesz?” – powiedział Borys. „Las to nie tylko drewno. To życie, które istniało przed nami i będzie istnieć po nas, jeśli mu pozwolimy.”

Borys poszedł dalej, do centrum lasu, gdzie kiedyś stał pierwszy dąb. Tam, w obecności duchów drzew, zasadził złote nasiono.

„Potrzebujemy jeszcze wody z Kryształowego Źródła” – przypomniała Kora.

– Gdzie jej szukać?

„W tobie” – odpowiedziała driada z uśmiechem. „Łzy człowieka, który naprawdę kocha las, są potężniejsze niż jakiekolwiek magiczne źródło.”

I rzeczywiście, gdy Borys pomyślał o wszystkich drzewach, które wyciął, o życiu, które odebrał, łzy same popłynęły po jego policzkach. Spadły na złote nasiono, które natychmiast zaczęło kiełkować, wypuszczając złote pędy, które rozeszły się po całym lesie jak sieć życiodajnych żył.

Susza ustąpiła. Deszcz zaczął padać, najpierw delikatnie, potem coraz mocniej. Drzewa prostowały gałęzie, kwiaty rozkwitały, a zwierzęta wracały do swoich domów.

Pan Tartak wycofał swoje maszyny, zbyt przestraszony, by kiedykolwiek wrócić. A Borys znalazł nowe powołanie. Zamiast wycinać drzewa, zaczął je sadzić. Zamiast niszczyć, zaczął tworzyć.

A jego rodzinny topór? Wbił go w ziemię przed swoją chatką, a z jego drewnianego trzonka wyrosło małe drzewko – symbol nowego początku i przypomnienie, że nawet narzędzie zniszczenia może stać się źródłem życia, jeśli tylko damy mu szansę.

I tak oto Borys, ostatni z rodziny drwali, stał się pierwszym z rodu strażników lasu, słuchając szeptów drzew, których nikt inny nie słyszał, i ucząc innych, że prawdziwa siła nigdy nie polega na niszczeniu, lecz na ochronie tego, co bezcenne.

Przeczytaj również

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj